Jak lekarze traktują pacjentów, a jak powinni ich traktować

Greys_Anatomy_11x18_Meredith_Maggie_hallway

Większość na pewno wie jak wygląda polski szpital i jakie panują w nim warunki, chociaż nie każdy w nim przebywał. Akurat kilka tygodni temu tak się złożyło, że miałam okazję przyjrzeć się z bliska jak wygląda sytuacja w polskich szpitalach i jakie „udogodnienia” mają tam pacjenci. Ponieważ sama nigdy wcześniej nie byłam w szpitalu dłużej niż 5 minut, to powiedzmy, że doznałam małego szoku, widząc pacjentów leżących na korytarzach, płaczących i błagających o pomoc ludzi, na których nikt nie zwracał uwagi, wieloosobowe sale chorych i pełnowartościowe, zdrowe obiady w postaci 2 sucharków i kaszy mannej. Taki obrazek spowodował u mnie małe zderzenie z rzeczywistością, szczególnie, że oglądałam wszystkie sezony Grey’s Anatomy.

Ale można się oburzyć, chwilę pomarudzić, westchnąć i ostatecznie jakoś to przyjąć, skoro takie są polskie realia. Ale to czego nie jestem w stanie zaakceptować to ludzie, którzy w tych szpitalach pracują, a raczej ich zachowanie w stosunku do pacjentów.

cristina-yang-quotes

KONTAKT Z PACJENTEM

Nie mam zamiaru generalizować i zdaję sobie sprawę, że istnieją znakomici lekarze, którzy potrafią nawiązać świetny kontakt z drugim człowiekiem i na pierwszy rzut oka widać, że zdrowie pacjenta jest dla nich najważniejsze. Jednak ja mam bardzo przykre doświadczenia związane z tym tematem i niestety nie tylko ja. Bycie lekarzem to nie tylko diagnozowanie kolejnych przypadków, wykonywanie operacji i przepisywanie lekarstw. To przede wszystkim kontakt z drugim człowiekiem, na dodatek człowiekiem chorym, który wymaga wyjątkowo empatycznego i wspierającego traktowania. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę mechanizmy obronne, które pozwalają lekarzom „odciąć się” od problemów pacjenta i sprawiają, że nie angażuje się on zbytnio w jego sytuację, dbając jednocześnie o swoje zdrowie psychiczne. Jednak niektórych zachowań pracowników służby zdrowia nie można usprawiedliwiać w ten sposób, a część z nich wynika z braku wiedzy psychologicznej i nieodpowiedniego przygotowania.

Dlaczego ważne jest dobre przygotowanie przyszłego lekarza do rozmowy z pacjentem?

Słyszeliście kiedyś o błędach jatrogennych? Oznaczają one takie zachowania lekarzy lub innych pracowników służby zdrowia, które mają szkodliwy wpływ na zdrowie pacjenta – zarówno fizyczne jak i psychiczne.

Rodzajów błędów jatrogennych jest wiele i mogą dotyczyć różnych obszarów, między innymi samego przekazywania informacji pacjentowi, wykonywania zabiegów lub leczenia. A tak nawiasem mówiąc, mało osób pewnie zdaje sobie sprawę z tego, jak takie przekazywanie informacji rzeczywiście powinno wyglądać. Normą w polskich szpitalach jest chyba prezentowanie wyników badania pacjentowi w postaci „ma pan to i to, choruje pan na to i na to, proszę zgłosić się tu i tu w celu ustalenia kolejnych kroków leczenia”. Zdziwiło mnie, że ludzie naprawdę uważają to za zupełnie naturalną sprawę, twierdząc, że przecież i tak nic nie zrozumieliby z tego, co lekarz do nich mówi, więc w zasadzie nie powinien niczego więcej wyjaśniać.

I to jest pierwszy błąd. Lekarz powinien być w stanie w taki sposób wyjaśnić pacjentowi co mu dolega, na czym polega jego choroba, jakie są jej przyczyny, przebieg czy skutki, a także sposoby leczenia i rokowania, żeby pacjent po powrocie do domu nie musiał sobie googlować łacińskiej nazwy swojej dolegliwości i wszystkiego dowiadywać się z internetu. A jak wiadomo nie wszystkie artykuły w internecie są wybitnie wiarygodnym źródłem informacji. Można się naczytać takich rzeczy, że nie pozostaje człowiekowi nic innego, jak tylko przygotować się na śmierć. A wydaje mi się, że nie to powinno być celem lekarza.

Wracając do samej definicji błędów jatrogennych – jakie mają one konsekwencje dla pacjenta?

Żeby to ładnie i dobitnie wyjaśnić, mam bardzo dobry przykład.

Wyobraźcie sobie, że trafiacie do szpitala w nie najlepszym stanie. Po kilku dniach lekarz przeprowadza badanie (o którym oczywiście nic Wam wcześniej nie powiedział, wszystkiego dowiedzieliście się z Google), a następnie stwierdza „Nie wygląda to dobrze”.

I tyle. Nie mówi Wam ani słowa więcej, wychodzi z pokoju i zostawia Was sam na sam ze swoimi myślami. No i właśnie, o czym myślicie? Zakładam, że w takiej sytuacji zdecydowana większość miałaby przed oczami najgorsze wizje, a nawet jeżeli nie jesteście osobami, które charakteryzuje myślenie katastroficzne, to na pewno bylibyście mocno przerażeni i zestresowani.

Taki stan z pewnością nie jest korzystny dla osoby, która i tak nie znajduje się w szalenie optymistycznej sytuacji zdrowotnej. Nie mówiąc już o bardziej odległych konsekwencjach, które u osób mniej odpornych na tego typu stresujące wydarzenia mogą łatwo doprowadzić do nerwic czy nawet depresji. Mój przykład nie jest zmyślony, a osoba która usłyszała od swojego lekarza takie słowa, przez 3 kolejne dni była w całkowitej rozsypce, bo spodziewała się wyroku śmierci.

Lekarz przede wszystkim nie może pacjenta straszyć! Jeżeli chce go przygotować na ciężką diagnozę, powinien to zrobić w zupełnie inny sposób: rozmawiając, wyjaśniając, odpowiadając na pytania i nastawiając pozytywnie. Udowodnione jest, że nastawienie pacjenta do swojej choroby odgrywa istotną rolę w jego leczeniu. Negatywna i zrezygnowana postawa osłabia, a te osoby, które nastawione są na walkę z chorobą, mają faktycznie większe szanse na powrót do zdrowia – nie jest to mit! Zatem lekarz, który bez żadnego przygotowania i uprzedzenia wypowiada w kierunku chorej osoby takie słowa, które wywołują strach i panikę, nie może przyczynić się do niczego dobrego.

9M1HWW2JFV

Mam też druzgocący przykład w kwestii wykonywania zabiegu i leczenia pacjenta. Znam osobę, która całkiem niedawno musiała zapłacić lekarzowi sporo pieniędzy za to, by dobrze wykonał operację! Na początku naprawdę nie mogłam w to uwierzyć, bo rzeczywiście standardem jest płacenie za dodatkowe usługi i lepsze traktowanie, ale nie spotkałam się dotąd z opłacaniem lekarza za to, by przyłożył się do przeprowadzanej operacji i przypadkiem nie zabił swojego pacjenta. Ale takie przypadki naprawdę się zdarzają i nie są to historie wyssane z palca.

Normą jest wydawanie polecenia pacjentowi, by rozebrał się w obecności innych osób i badanie go w takich warunkach, lekceważenie jego potrzeb czy opryskliwe komentarze skierowane w jego stronę, podczas gdy w żadnym wypadku nie powinno być to naturalne. Pacjent leży w szpitalu i od nikogo nie może dostać żadnej informacji, ponieważ lekarze nic mu nie mówią a pielęgniarki nic nie wiedzą. Jeżeli przyszli lekarze chcą aby sposób postrzegania szpitali się zmienił, a także zmieniło się wyobrażenie o lekarzach (na czym wydaje mi się powinno im zależeć, skoro wybrali ten zawód by pomagać ludziom), to powinni oni silniej skupić się na przygotowaniu do kontaktu z pacjentami oraz nauczeniu się jak z nimi rozmawiać i jak ich traktować, by polepszyć ich stan zdrowia – a nie go pogorszyć.

Kamila Bondos

Przeczytaj koniecznie
  • Powiem Ci, że zazwyczaj stawałam w obronie lekarzy – moja mama jest lekarzem i mam świadomość tego, jak ten problem wygląda z jej perspektywy, ale od momentu, kiedy musiałam kiedyś pojawić się w szpitalnym przybytku bez jej obstawy już tego nie robię, bo przypominało to raczej jedną wielką kampanię dezinformacyjną, w trakcie której usilnie próbowano dać mi do zrozumienia, że histeryzuje, a iniekcje z chlorku sodu z pewnością mi pomogą. Im jestem starsza, tym bardziej doceniam to, w jak niewielkim stopniu byłam dotychczas narażona na kontakt z publiczną służbą zdrowia.

    • No to mnie zaskoczyłaś! Myślałam, że studenci medycyny, lekarze lub osoby, których rodzice są lekarzami zaraz mnie zjedzą za ten tekst, ale to że sama przyznajesz jak źle wyglądają stosunki pracowników służby zdrowia z pacjentami, świadczy tylko o tym, że to naprawdę duży problem.

      • Jeżeli ktoś z pracowników służby zdrowia staje w jej obronie, to albo jest hipokrytą, albo cieszy się końskim zdrowiem :) Ale generalizacja też jest zła i jestem pewna (albo inaczej: bardzo chcę w to wierzyć), że istnieją przypadki osób i placówek, gdzie ten kontakt z pacjentem jest bardziej ludzki. Z drugiej strony to nie jest łatwa praca – dehumanizacja (czyli chociażby znamienne teksty chirurgów, którzy nie operują człowieka, tylko wyrostek) jest mechanizmem obronnym, który pomaga radzić sobie z chorobą i śmiercią pacjentów. Idealnie by było lekarzy po prostu uczyć tego, jak ten kontakt z pacjentem powinien przebiegać – przecież nie każdy z nas potrafi bez problemu dogadać się z drugim człowiekiem, więc nie ma się co też dziwić lekarzom. Mam nadzieję, że ktoś kiedyś na to wpadnie, bo przynajmniej więcej psychologów będzie miało dzięki temu pracę ;)