Dwa pytania, których nigdy nie powinieneś zadawać

J73OT95ZD6

Jestem osobą bardzo dociekliwą. Gdybym miała w jakiś sposób siebie scharakteryzować, to ciekawość na pewno znalazłaby się wysoko na liście. Chodzi zarówno o ciekawość na temat świata, jak i ludzi, którzy sobie po tym świecie chodzą. Na wstępie, wyjaśnię tylko, że nie mam na myśli ciekawości w rozumieniu: wścibskość. Znacznie odpowiedniejsze byłoby uznanie tego jako zainteresowania tym, co znajduje się dookoła, a o czym ja nie mam żadnego pojęcia. Nie chodzi tylko o ciekawość, w jaki sposób coś zostało stworzone, jak działa i do czego służy, ale też o pewne zachowania, wypowiedzi czy działania ludzi, które często wydają mi się intrygujące. Nawet niektóre wydarzenia, ujmujące zbiegi okoliczności czy niebanalne szczegóły z ich życia zwracają moją uwagę. A z tego względu zadaję dużo pytań. Bardzo dużo pytań (może to już zboczenie zawodowe, ale chyba zawsze taka byłam – aż współczuję mojej mamie, kiedy pomyślę sobie, ile musiała się nagimnastykować, żeby zgrabnie odpowiedzieć na moje liczne, często niezręczne pytania).

Zazwyczaj są to pytania, na które nikt nie zna odpowiedzi, zatem niestety moja wiedza pozostaje nieuzupełniona, jeżeli sama nie dokopię się do potrzebnych informacji. Ale często chciałabym też uzyskać jakieś informacje na temat konkretnej osoby – jej opinii, poglądów, tego co było jej motywacją do jakiejś zmiany (to już na pewno zboczenie zawodowe), ale nie w celu oceniania, pouczania czy krytykowania. Może faktycznie wynika to z zainteresowania psychologią, ale po prostu ciekawią mnie ludzie – ich sposób myślenia, motywy oraz działania jakie podejmują. I jeżeli jest w nich coś, co przykuło mój wzrok, to jedynie w kontekście poznania czy chęci zrozumienia, a nie tego, by się dowiedzieć jak najwięcej i ewentualnie podzielić tą wiedzą w większym gronie.

Ale. Zawsze jest jakieś „ale”.

Są pytania, których po prostu nie wypada zadawać. Ponieważ mogą to być dla kogoś pytania niewygodne lub krępujące. Ktoś może też odebrać nasze pytanie jako wtrącanie się w nie swoje sprawy, a nas jako krytykującego natręta. A jeszcze ktoś inny może po prostu nie mieć ochoty poruszać danego tematu i nie zamierza się z nami czymś dzielić. I takich pytań jest bardzo wiele, a wszystko zależy od interpretacji osoby, z którą rozmawiamy lub jej doświadczeń. Powinniśmy sami umieć wyczuć, kiedy możemy sobie pozwolić na zadanie jakiegoś pytania, a kiedy lepiej się powstrzymać. A jeżeli intuicja nic nam nie podpowiada, to korzystniej jest się na dany temat nie odzywać.

Ale pewne pytania są po prostu nie na miejscu i nie ważne w którym momencie je zadamy, komu je zadamy i po co je zadamy, to zawsze będą brzmieć głupio i źle.

I mam na myśli dwa takie pytania, które od dobrych kilku lat wytrącają mnie z równowagi prawie za każdym razem jak je słyszę. Z pierwszym spotykam się równie często zarówno wśród osób starszych (i nie mam tu na myśli tylko rodziny), jak i znajomych.

A pytanie brzmi: KIEDY ŚLUB?

QLWIIBIEWM

O ile znajomi mogą myśleć, że jest to pytanie luźne i zabawne (chociaż nie zawsze zadawane jest w takim kontekście), to osoby starsze, w szczególności te mocno konserwatywne, rzucają je zupełnie na poważnie. Co gorsze, nie dają się zbyć uśmiechem i delikatną, lecz wymowną sugestią, że nie jest to właściwy temat do rozmowy, ale usilnie próbują uzyskać satysfakcjonującą odpowiedź na zadane pytanie.

O ile się nie mylę – a wydaje mi się, że nie – to czasy się „subtelnie” zmieniły. Obecnie na świecie istnieje bardzo wiele par, które w ogóle nie decydują się wchodzić w związek małżeński z tysiąca przeróżnych powodów. Z tego względu, nie na miejscu są pytania o małżeństwo sformułowane w taki sposób, że ślub jest w domyśle, a zagadką jest tylko, w jakim terminie się on odbędzie. Znacznie pozytywniej odebrałabym pytanie o dalsze plany, rozważanie pobrania się lub podobnie sformułowane zdanie. Takie pytanie też od razu płynnie wprowadza do wyjaśnienia swojej decyzji i opowiedzenia o zamiarach i celach, natomiast kiedy związek małżeński nie jest obecnie rozpatrywany lub w ogóle nie wchodzi w grę, to po pytaniu „Kiedy ślub?” ciężko jest swobodnie kontynuować rozmowę. Nie mówiąc już o tym, że para, która słyszy takie pytanie może nie być jeszcze na takim etapie związku, by o tym dyskutować – szczególnie w towarzystwie.

Zdaję sobie sprawę, że na rodzinnych zjazdach takie pytania są zadawane jako pierwsze w kolejności i że myślenia babć i dziadków się nie zmieni, jednak coraz częściej słyszę, że takie pytania padają z ust znajomych, którzy jednak powinni być już bardziej świadomi tego, jak aktualnie mogą funkcjonować związki.

Ale chyba nie wszyscy są tego świadomi, bo jest jeszcze jedno pytanie, które obawiam się, że niedługo mogę zacząć słyszeć wyjątkowo często.

Jest to pytanie: KIEDY DZIECI?

child-childrens-baby-children-s

Teraz może jeszcze nie tak nagminnie, pewnie po studiach dopiero się zacznie istne bombardowanie, ale i tak spotkałam się z tym pytaniem wystarczająco wiele razy, by stwierdzić, że jest ono również pytaniem zakazanym! Z jakiego powodu? Tego samego co wyżej. To są kwestie tak indywidualne i tak prywatne, że jeżeli już musimy je zadać, to należy głęboko zastanowić się w jaki sposób to zrobić. Na tak sformułowane pytania ciężko się odpowiada, ponieważ narzucają właściwie wszystko – że dana osoba chce mieć dzieci, że już rozmawiała z partnerem na ten temat oraz że mają dalsze plany w tym kierunku i są co do nich zgodni. A jeżeli takie detale z życia pary nie są nam znane, to aby uniknąć niekomfortowej sytuacji, warto jest się powstrzymać przed zadaniem takiego pytania i zastąpić je innym, o wiele bardziej subtelnym.

A jeżeli nie wyobrażacie sobie założenia rodziny bez dzieci i nie potrafilibyście się powstrzymać od krytyki, zdziwienia lub przekonywania rozmówcy do własnych poglądów, to najlepiej jest w ogóle omijać ten temat. Ponieważ są ludzie, którzy nie planują mieć dzieci w ogóle i uwagi w stylu „Teraz tak mówisz” są zbędne. Nawet jeżeli w przyszłości może się okazać, że mieliście rację.

Na pewno nie każdy zdenerwuje się po usłyszeniu takich pytań lub uwag i nie każdy będzie je odbierał w sposób negatywny, jednak dla niektórych mogą być bardzo drażniące i niekulturalne, w szczególności, gdy słyszą je bezustannie od wszystkich dookoła.

Jeżeli ktoś z Was ma podobne nieprzyjemne odczucia po usłyszeniu takich pytań, to chyba jedyną najrozsądniejszą i najwłaściwszą reakcją jest krótka, uprzejma odpowiedź i przejście do innego tematu. Babcie i dziadków będzie w ten sposób znacznie trudniej zadowolić, jednak może za którymś razem nie widząc pożądanych rezultatów, sami odpuszczą ;)

Kamila Bondos

Przeczytaj koniecznie
  • Całe szczęście nigdy nie miałam z nimi do czynienia! Także raczej nie wcieliłabym się w rolę osoby, która w ten sposób narusza prywatność innych osób. :)

  • O tak, ja już przechodziłam kilka lat przez „kiedy ślub?”, ślub za 2 miesiące więc już zaczynam się przygotowywać na najbliższe kilka lat na słyszenie „kiedy dzieci?” :P nie bardzo mnie to rusza ale za którymś razem staje się to już irytujące.