Dlaczego zdradzamy?

couple-love-bedroom-kissing

Zawsze uważałam, że niemożliwe jest zdradzenie kogoś, kogo się kocha. Jak można zadać taki ból ukochanej osobie? Nie można, po prostu się nie da. Zatem raz zdradził, to zdradzi kolejny raz. Bo nie szanuje, najwyraźniej nie kocha, nie zależy mu na tyle, by być wiernym.

W dzisiejszych czasach można zdradzić na milion różnych sposobów i samo pojęcie zdrady nie ma wyraźnie zaznaczonych granic. Dla jednych zaczyna się ona od czynu, podczas gdy inni czują się zranieni samymi myślami i chęcią partnera do zrobienia skoku w bok. Jednak niezależnie od tego, co dla kogo ona oznacza, ostatecznie liczy się tylko to, czy skrzywdziliśmy drugą osobę. Dlaczego więc ludzie szczerze w sobie zakochani i szczęśliwi są zdolni do tak okropnego czynu?

1EC36203A0

 

Być może przyczyną jest brak uwagi? Podoba im się świadomość tego, że są pożądani, wybrani, wyjątkowi. Podekscytowani czymś nowym i nieznanym. Wbrew pozorom w zdradzie nie chodzi głównie o seks, bardziej o świadomość skupienia na sobie czyjejś uwagi. I o „nowych nas”. Bo w zasadzie stajemy się wtedy nową, bardziej ożywioną wersją samych siebie. Robimy rzeczy, których nigdy nie robiliśmy albo zapomnieliśmy już jak smakują, wszystko przeżywamy i odczuwamy intensywniej… Inaczej mówiąc – po prostu czujemy, że żyjemy.

A może ludzie zdradzają dlatego, że jednak czegoś im w tym związku brakuje? Jest przecież z jednej strony takie przekonanie, że zdrada jest sygnałem, że coś się dzieje. Kiedy całkowicie poukładana, rozsądna i wierna osoba wdaje się w romans, to zazwyczaj myślimy, że coś musiało się stać. Zastanawiamy się, że ten piękny obrazek małżeństwa pewnie został rozbity jeszcze przed zdradą, a ta jest tylko następstwem – swego rodzaju wołaniem o utracone szczęście. Tylko idiotyczne jest powiedzieć, że za zdradę żony przez męża odpowiedzialna jest żona. I może jeszcze ona ma go za to przepraszać?

Może to wszystko to tylko zwyczajne usprawiedliwianie się i w rzeczywistości zachowujemy się jak zwierzęta, mające popędy, nad którymi nie potrafimy zapanować? Jak inaczej wyjaśnić zdradę zakochanej osoby?

A samo pragnienie kogoś innego, nieczyste myśli, czy chociażby zastanawianie się „co by było gdyby…”? To wszystko jest normalne, związane z naszą naturą. Z tym, że jesteśmy stworzeni do rozmnażania, a nie do tworzenia romantycznych związków na całe życie z jedną osobą. I sztuką jest nad tym zapanować, nie dać się ponieść chwili, by w 5 minut nie zepsuć czegoś, co mogłoby trwać na zawsze. Ale jak wyjaśnić to, że są osoby, które będąc w związku, nawet przez ułamek sekundy nie pomyślały o kimś innym. Są tak zapatrzone i tak wierne partnerowi, że nawet kiedy nie dostają dokładnie tego wszystkiego, czego od niego oczekują, to i tak nie chcą myśleć o kimś, od kogo mogłyby to otrzymać. I nie mówię tu o romantycznych początkach związku, bo wtedy nie trudno o takie przywiązanie, tylko o związkach z długim stażem.

Chyba, że kłamią. I takich ludzi nie ma. Albo po prostu nie zostały jeszcze wystawione na próbę i wszystko przed nimi.

0KWG5MAFDG-2

Jestem przekonana, że jesteśmy w stanie stworzyć trwały i szczęśliwy związek. Ludzie mający jakiś kodeks moralny, czy system wartości mają jednak łatwiej. Każdy z nas w coś wierzy, pytanie tylko jak mocno. Wiara wzmacnia siłę woli. Usłyszałam ostatnio słowa, dzięki którym zdałam sobie sprawę, że dwie osoby wierzące w Boga, naprawdę mają większą szansę na zbudowanie szczęśliwego związku. Możesz powiedzieć, że masz swoje zasady, których się trzymasz, ale spotykając kogoś, kto mówi to samo, nie jesteś w stanie w 100% powiedzieć, czy kiedyś którejś z nich nie złamie. Dwoje ludzi głęboko wierzących w świętość przykazań, dla których jedyny ślub, który ma znaczenie odbywa się w Kościele w obecności Boga, ma w sobie więcej siły, niż ktoś ślepo wyznający te same zasady, co reszta społeczeństwa, „bo tak trzeba”. Nie zakładam oczywiście, że osoby niewierzące zdradzają, a wierzące nie. Są osoby posiadające własny systemem wartości, który traktują często poważniej niż osoby wierzące w Boga. Ale wszyscy, którzy prawdziwie w coś wierzą, mają większą szansę, by nie zniszczyć związku w chwili, gdy na horyzoncie pojawi się ktoś inny.

I wiara w miłość nie wystarczy. Jak mówisz, że wierzysz w prawdziwą miłość to nie potrzeba nic więcej, niż spotkanie kogoś, dla kogo stracisz głowę i od razu zaczniesz rozmyślać „A co jeśli prawdziwa miłość przejdzie mi koło nosa, bo byłam w związku z tym niewłaściwym?”.

Żelazne zasady są potrzebne. Potrzebna jest wiara w te zasady. I potrzebny jest partner, który też w nie wierzy. Bez tego zachowywalibyśmy się jak zwyczajne dzikusy. „Zawsze jest ten jeden moment, kiedy możesz się poddać albo temu oprzeć.” I każdy ma taki moment, od którego zależy, czy zachowa się jak człowiek.

Kamila Bondos

Przeczytaj koniecznie