Czy kompromis w związku na pewno jest najlepszy?

XE3TAOR8NF

Ostatnio usłyszałam dosyć zabawny cytat, który brzmiał mniej więcej tak: „W związku bardzo ważny jest kompromis. Na przykład: ja coś chcę, a on idzie na kompromis.” Wydaje się to bardzo dowcipne, jednak zdziwiłoby Was w jak wielu związkach właśnie takie założenie z jednej lub drugiej strony (lub z obydwu!) jest obecne. Osiągnięcie porozumienia na jakimkolwiek poziomie przyzwoitości jest wtedy raczej znikome. Nie mówiąc już o takim rozwiązaniu konfliktu, które zadowoliłoby obie osoby. Ale problem często nie polega na myleniu pojęcia, lecz wynika z samej istotny kompromisu i tego jak jest pojmowany.

KOMPROMIS W ZWIĄZKU

W zasadzie wszędzie można poczytać o całej liście zalet kompromisu, o tym dlaczego jest taki ważny i jaka to dobra metoda rozwiązywania sporów z partenerem. Artykuły w internecie przyciągają ogromnymi nagłówkami typu „SZTUKA KOMPROMISU”, „KOMPROMIS TO DROGA DO SZCZĘŚCIA” czy „JAK OSIĄGNĄĆ KOMPROMIS W ZWIĄZKU”. Przekonują, że dzięki tej umiejętności, na pewno uda nam się stworzyć szczęśliwą i trwałą relację. Jesteśmy więc świadomi, że to faktycznie trudna sztuka, bo niejednokrotnie się przekonaliśmy, jak ciężko czasami jest się z parterem kulturalnie dogadać. Ale z czym właściwie nam się ten kompromis kojarzy? Wbrew temu co sugerują tytuły artykułów – zazwyczaj z poświęceniem, czyli niczym przyjemnym. Jendak jesteśmy przekonani, że to najlepsze rozwiązanie, bo w końcu każdy wie, że „związek wymaga poświęceń i kompromisów”, więc dobrze byłoby spotkać się w połowie drogi z drugą osobą, jeżeli już nie możemy postawić na swoim.

Skoro wszędzie sugerują, że kompromis jest najlepszy dla związku, to dlaczego… tak nie jest?

KOMPROMIS NAJLEPSZY DLA ZWIĄZKU?

Z „Psychologia społeczna” Bogdana Wojciszke: „kompromis polega na częściowym uwzględnianiu interesów – własnego i partnera – ale również na częściowej rezygnacji z nich. Każda strona dostaje trochę, ale żadna nie dostaje wszystkiego, co chciała. Właśnie dlatego nikt nie jest do końca zadowolony z osiągniętego porozumienia, co sprawia, że ma ono charakter niestabilny, szczególnie wtedy, kiedy kompromis polega na mechanicznym podziale „na połowę”.

Oczywiście nie chodzi tu o ostatnie ciastko, którym dzielimy się na pół, a bardziej o decyzję typu „Ja chcę kupić kanapę trzyosobową, Ty chcesz kupić fotel, to kupmy kanapę dwuosobową”. Nie bez powodu kompromisy w związku kojarzą się ze złem koniecznym – one po prostu dla nikogo nie są satysfakcjonujące. Traktowane są jako jedyny sposób na osiągnięcie zgody, kiedy każdy oczekuje czegoś innego. W rezultacie nikt nie otrzymuje tego co chciał na początku, a konflikt ma być rozwiązany po prostu sprawiedliwie. I w tej kwestii większość artykułów nie kłamie. Kompromis rzeczywiście ukazywany jest w nich jako rozwiązanie w połowie drogi, w którym konieczne są ustępstwa, by znaleźć wspólne stanowisko. Jednak zdecydowanie nie jest to metoda konieczna to wypracowania, bez której ciężko będzie stworzyć udany i szczęśliwy związek.

TRUDNE NIEMOŻLIWE

Nie będzie to żadna niespodzianka ani nowe pojęcie, ale znacząco lepszym sposobem rozwiązywania konfliktów jest WSPÓŁPRACA. O współpracy jako kompetencji dużo się mówi w kontekście pracy w grupie. O współpracy jako metodzie rozwiązywania konfliktów mówi się znacznie rzadziej. Pomimo tego, że swoim znaczeniem zbliżona jest do tytułowego kompromisu, to przynosi o wiele więcej korzyści i znacznie mniej rozczarowań. Zapewnia osiągnięcie takiego porozumienia, które sprawi satysfakcję obojgu parterom, bo nie wymaga przy tym poświęcania się na rzecz związku, lecz kreatywnego poszukiwania rozwiązania, które zadowoli obie strony. Jest to oczywiście bardzo trudne do uzyskania, jednak nie oznacza, że jest to niemożliwe. Przede wszystkim należy dostrzec do czego dąży partner, jakie są jego potrzeby i oczekiwania oraz zrozumieć jego punkt widzenia – działa to w dwie strony. Jeżeli obojgu zależy, by każdy był stuprocentowo zadowolony, to naturalne, że trzeba się nieco napracować. Jednak efekt współpracy jest na pewno znacznie przyjemniejszy niż efekt kompromisu.

Spotkałam się też z naprzemiennym stosowaniem pojęć KOMPROMIS oraz WSPÓŁPRACA, traktując je jako tę samą metodę rozwiązywania konfliktów. A to nie jest to samo.

metody

Nie twierdzę, że jest to zawsze najlepsze wyjście. Zdaję sobie sprawę z tego, że czasami po prostu nie da się tak załatwić sprawy, by całościowo uwzględnić zupełnie krańcowe oczekiwania, a czasami nawet sama sytuacja wymaga innego sposobu rozwiązania. Inaczej mówiąc, są takie okoliczności, kiedy kompromis jest jedynym słusznym sposobem, a do współpracy po prostu nie ma odpowiednich warunków. Najważniejsza w związku zawsze jest komunikacja i umiejętność rozmowy tak, aby zapanowała zgoda. Jednak warto wiedzieć o tym, że poza kompromisem, istnieje korzystniejsza dla obu stron metoda i że spory w związku nie zawsze muszą kończyć się tym mechanicznym podziałem na pół lub rezygnacją z jakiegoś dążenia. A zazwyczaj tak jest to przedstawiane, dodatkowo wmawiając nam, że będziemy się po tym czuli dobrze. Otóż, nie będziemy, bo z samej definicji kompromisu wynika, że jego zadaniem nie jest pełne zadowolenie z podjętej decyzji.

Jestem pewna, że znajdą się głosy ludzi, którym kompomis bynajmniej nie kojarzy się z poświęceniem, a ze skutecznym rozwiązaniem kłótni, tak aby żaden z partnerów nie czuł się przegrany. Ale są też pewnie osoby, którym nie przeszkadza ciągłe bycie przegranym i spełnianie tylko i wyłącznie oczekiwań drugiej strony – tacy ludzie dobrze się czują z dostosowywaniem się do sytuacji. Myślę, że nad tym nie ma sensu się rozwodzić, bo każdy z nas jest inny i postępuje inaczej znajdując się w konfliktowym położeniu. Warto jednak zastanowić się nad jednym.

Dlaczego rozwiązywać spory w taki sposób, aby nie było ani przegranych, ani wygranych skoro można dążyć do takiego porozumienia, w którym jest jednocześnie dwóch wygranych?

Kamila Bondos

Przeczytaj koniecznie
  • Również uważam, że błędem jest szukanie kompromisu. Hm? To co nazywasz współpracą ja nazywam konsensusem i w moim postrzeganiu polega to na tym, iż jedna osoba zwyczajnie ustępuje. Przy kompromisie przegrywają tak naprawdę dwie osoby, a gdy ktoś ustąpi tylko jedna. Przy kolejnej walce na słowa pozycję mogą się odmienić i tak wszyscy będą szczęśliwi:)
    Odnośnie sporów w związkach to zawsze przypomina mi się takie zdanie Murakamiego:
    „Możesz się wściekać, ile chcesz, ale nic nie poradzisz na to, na co nic nie poradzisz.” Dlatego jeżeli jest to błahostka to lepiej ustępujmy wymiennie, a jeżeli coś ważnego to nie wiążmy się na całe życie;)

    • Ustępowanie to oczywiście jest jakiś sposób, ale można też tak rozwiązać konflikt by wygrane były dwie osoby i właśnie na tym polega współpraca :)

      • Obie strony zadowolone?:) Moim zdaniem to historia z książki, która jest na wysokiej półce. Mocno zakurzona i obgryziona przez myszy;) Tak się chyba po prostu nie da. Obie strony muszą zrezygnować ze swoich planów i wybrać wspólną drogę, co nadal wiąże się z faktem, że z czegoś zrezygnowały. Chyba, że dasz mi jakiś przykład po którym zamilczę:)

        • Tak, obie strony rezygnują, ale potrafią znaleźć takie rozwiązanie z którego będą równie usatysfakcjonowane. Jest to trudne i domyślam się, że mało osób stara się w ten sposób rozwiązywać konflikty, bo zazwyczaj prościej jest albo machnąć ręką albo postawić na swoim. Jednak nie jest to niemożliwe, jeżeli komuś zależy nie tylko na własnym zadowoleniu ale też na zadowoleniu partnera. W książce Wojciszke był przykład z małżeństwem, gdzie mąż chciał jechać w góry, a żona nad morze więc pojechali do Chorwacji :)